Od 2020 roku codziennie zmagam się z przewlekłym bólem kręgosłupa. Choć nie chcę żeby ta przypadłość mnie definiowała, moje życie zdecydowanie obróciło się o 180 stopni. Koniec z siłownią, nartami, dłuższym siedzeniem przed biurkiem czy na wykładzie… A co z moim ukochanym podróżowaniem, gdzie nie ma regularnych wizyt u fizjoterapeuty czy możliwości ruchu? No właśnie, co z nim, oraz czy w ogóle jest możliwe?
Dobra wiadomość. Jest możliwe. Choć nie mówię, że nie okupione dyskomfortem… 😉
Jakkolwiek nie mam pewności, domyślam się, że nie jestem jedyną (i jedyną młodą!) osobą cierpiącą na schorzenia z kręgosłupem. Mnóstwo osób doświadcza dolegliwości związanych z kręgosłupem na co dzień – praca przy biurku (niech żyje praca zdalna!), zła postawa czy za mało aktywności fizycznej przyczyniają się do różnych nieprawidłowości, zwłaszcza, jeśli są to nawyki utrwalone przez lata. Dorzućmy do tego aktywnie sportowo dzieciństwo i młodość a potem nagle bach. 8 godzin dziennie w pozycji siedzącej. Chyba nic dziwnego, że nasz kręgosłup nie jest tym zachwycony?
Nasz kręgosłup kocha ruch i do tego został „zaprojektowany” , ale mało kto wykorzystuje jego pełny potencjał – większość z nas zapewnia mu zdecydowanie za dużo bezruchu, a on odwdzięcza nam się sztywnością, 'klikającym’ ramieniem czy bólem przy schylaniu. Niestety każda podróż wiąże się z niczym innym, jak właśnie bezruchem. Nawet ta krótka, do oddalonego 3 godziny jazdy miasta wymaga siedzenia w jednej, zwykle bardzo mało komfortowej, pozycji. Każdy przejazd, dojazd na lotnisko, lot, a także dzień po locie dokłada naprawdę dużo dolegliwości.
Co pomaga mi w podróży, a więc być może pomoże także Wam?
Moje wskazówki
- Przerwy w podróży
Zwykle po jakimś czasie przebywania w jednej, niewygodnej pozycji ciało daje nam oznaki, że jest to za dużo. Zesztywniałe plecy, boląca szyja, ciągnięcie w biodrach…brzmi znajomo? Zdecydowanie polecam nie ignorować tych sygnałów i najzwyczajniej zjechać z drogi i zrobić przerwę na rozruch dla ciała.
Zawsze staram się planować przemieszczanie się z zapasem czasu – jeśli mamy do przejechania 8h trasy, rozbijam ją na 2 dni robiąc nocleg pomiędzy. Nawet na krótsze trasy staram się mieć minimum 1h zapasu. W dalszych podróżach, jeśli mogę sobie na to pozwolić wypożyczam samochód zamiast korzystania z długich podróży autokarem co pozwala mi na większą wolność i możliwość postoju w dosłownie każdym miejscu J
- Ruch
Może i jest to oczywiste, ale nic nie zastąpi nam ruchu. Nawet krótka aktywność jest lepsza niż żadna – trening na podłodze w naszym arbnb, 15 minut spaceru po wstaniu rano, parę ćwiczeń na lotnisku między lotami czy skłony podczas postoju na stacji benzynowej to kilka przykładów na zaangażowanie naszego ciała (wszystkie przećwiczone J). Im więcej będziemy go wplatać w podróżniczą codzienność tym lepiej, nasze plecki podziękują!
- Gumy oporowe
Gumy treningowe są genialnym rozwiązaniem w podróży. Nie ważą prawie nic, nie zajmują wiele miejsca, a z powodzeniem zastąpią sprzęt treningowy! W hotelu, na lotnisku, na dworze – każe miejsce jest dobre na ćwiczenia. Na Youtubie nie brakuje instruktaży i filmików, ja polecam kanał Marka Purczyńskiego – doświadczonego i kompetentnego fizjoterapeuty, który nieraz opiekował się naszą Kadrą Narodową. Kopalnia wiedzy i inspiracji!
- Duoball
Duoball to najprościej mówiąc mały roler, składający się z dwóch złączonych ze sobą piłeczek. Jest ultralekki i podręczny, zmieści się nawet do małej torebki. Służy do rozluźnienia mięśni i powięzi, przede wszystkim tych wzdłuż kręgosłupa, lecz jako że jest bardzo precyzyjny, możemy go przyłożyć do praktycznie każdego problematycznego miejsca. Opierając się o ścianę lub podłogę dociskając roller ciężarem własnego ciała, jesteśmy w stanie pomóc sobie samemu. Choć rewelacyjny po długiej podróży, przydaje się nawet w samolocie czy autobusie, dociskając go plecami do oparcia fotela możemy sobie zafundować małą autoterapię.
Więcej o tym do czego służy i jak go używać:
- Klasyczny roller
Klasyczny roller jest również świetnym rozwiązaniem – leciutki i funkcjonalny dla każdego. Niezaprzeczalnie za to zajmuje zdecydowanie więcej miejsca i odpada przy podróżach z wyłącznie małym plecaczkiem jako bagaż, natomiast do walizki, którą chowamy w schowku samolotu na spokojnie się zmieści. Roller bardzo fajnie pomaga puścić napięcie w ciele, parę minut rolowania po podróży, a zwłaszcza regularnie w ciągu dnia zdecydowanie może zmienić nasza kondycję. Ekstra także sprawdzi się przy wycieczkach np. w góry, możemy taki roller doczepić do plecaka i w trakcie następnego postoju szybko zregenerować plecy J
- Akupresura
Mata do akupresury bardzo fajnie sprawdza mi się na wyjazdach, gdy mam nieco więcej miejsca i mogę ją zabrać. Akupresura służy do puszczania napięć poprzez nacisk naszego ciała na kolce – w dużym skrócie, bo ma również inne zalety. Dla mnie, akupresura zastępuje środek znieczulający – rozszerza naczynia krwionośne, dzięki czemu ból i sztywność pleców będzie momentalnie odczuwalna znacznie mniej. Po całym dniu podroży i siedzenia super położyć się na macie na parę minut. Sama mata jest dosyć duża, dlatego dobrym rozwiązaniem może być zabranie samej poduszki.
- Wizyta u lokalnego fizjoterapeuty/masażysty
Wyżej wymienione metody świetnie sprawdziły mi się przede wszystkim jako zapobieganie większym dolegliwościom kręgosłupa. Kiedy jednak złe samopoczucie i ból utrzymują się kilka dni, polecam po prostu zainwestować pieniądze w wizytę u dobrego fizjoterapeuty czy masażysty w danym kraju (opinii dziś nie brakuje na Google) – najskuteczniejszą metodę ze wszystkich!
Co sprawdziło się Wam w podróży dla bolących pleców? Czekam na rekomendacje, i mam nadzieję, że moje również się komuś przydadzą.