
Pierwsza podróż solo – wybór kierunku
Kiedy jakiś czas temu podjęłam decyzję o rzuceniu pracy i podjęciu nowych studiów w październiku wiedziałam, że chcę wykorzystać wolny czas na dłuższą podróż. Od paru tygodni chodziła za mną myśl podróży samej – nauczenia się czegoś o sobie, pokazaniu, że mogę więcej niż mi się wydaje, że jestem samodzielna. Komu? Chyba samej sobie.
Kiedy moi znajomi i rodzina dowiadywali się, że na taką podróż wybrałam wolontariat w RPA, pukali się w głowę. Jeden z najniebezpieczniejszych krajów dla podróżniczek solo? Na drugim końcu świata? Dlaczego, po co, co Ty chcesz udowodnić? Nie możesz wyjechać gdzieś do Europy?
Właściwie mogłam. Ale po kolei!
Każdy kto mnie zna, wie, że są rzeczy które są dla mnie bardzo ważne i sprawiają mi ogromną przyjemność: sport i przebywanie w bliskim kontakcie ze zwierzętami. Kiedy więc szukałam destynacji na moją pierwszą podróż solo, rozważałam przede wszystkim wolontariaty w schroniskach/ sanktuariach zwierząt itp – a takie doświadczenia można przecież znaleźć także w Europie. Kiedy jednak dalej przeglądałam strony, grupy na fb i blogi znalazłam naprawdę ciekawą opcję – praca part-time (np w hostelu/na farmie/ w restauracji/ na recepcji) w zamian za podstawowe zakwaterowanie i fajne doświadczenie, np surfing czy czas ze zwierzętami.
Szczególnie jedna opcja przykuła moją uwagę – okazało się, że popularna jest sytuacja, kiedy pracujecie w Portugalii w hostelu w zamian za mieszkanie i naukę surfingu. Wszystko brzmiało świetnie, i to właśnie był mój początkowy plan. Nie za daleko, nie za blisko, w pięknych okolicznościach i bezpiecznym miejscu. Po obdzwonieniu 20-30 miejsc w Portugalii dowiedziałam się jednak, że szukanie takiego doświadczenia w kwietniu/maju to o wiele za późno! Większość hosteli i szkół surfingowych zamyka zatrudnienie pracowników i wolontariuszy na lato w styczniu/lutym. Warto pamiętać 😉
Wolontariat w ośrodku z dzikimi kotami w RPA
Tak więc, kiedy szukając innej opcji na jednej z grup na fb (zdaje się że było to gals who travel) natknęłam się na ofertę wolontariatu w Afryce z dzikimi kotami, coś kazało mi się zatrzymać. To dopiero wydawała się przygoda…No i w końcu zawsze chciałam odwiedzić Kapsztad… Ale czy byłam na nią gotowa? Sama, na koniec świata? Coś głęboko mówiło mi, że tak! Tak więc, powoli, zagłębiając się w plan płatnego wolontariatu (tak, płatnego. Ja za niego płaciłam – więcej o tym przeczytacie niebawem) zaczęłam planowanie tego wyjazdu w sposób, który dla mnie był wystarczająco bezpieczny i komfortowy. Oczywiście każdy ma swój poziom ryzyka i niepewności który toleruje – i nim powinno się kierować przy podejmowaniu tego typu decyzji 🙂

Proces z mojej strony wyglądał mniej więcej tak:
- Znalezienie oferty wolontariatu Felidae Centre poprzez polecenia i grupy fb
- Napisanie do Felidae Centre poprzez WhatsApp/fb/formularz i okazanie zainteresowania programem, który oferują.
- Otrzymanie oferty zwrotnej z planem wolontariatu od gospodarzy prowadzących ośrodek – znajduje się w niej cennik, codzienne obowiązki, zalecenia, itp
- Face call z gospodarzami – z mojej strony kilkukrotny. Dał mi poczucie bezpieczeństwa że jadę do naprawdę wspaniałych ludzi, którzy zaopiekują się mną na miejscu. Odpowiedzieli na wszelkie pytania które miałam po przeczytaniu oferty i opowiedzieli mi więcej o ośrodku.
- Zapłacenie depozytu (20%) który gwarantuje miejsce w programie. To wszystko!
Wydaje się proste, prawda? Z jednej strony tak, ale z drugiej ten proces poprzedzony był godzinami przeglądania innych ofert wolontariatów, aplikacji typu backpackers, rozwiewaniem wątpliwości, odpieraniem argumentów otoczenia, szukaniem najlepszych lotów oraz oczywiście zbieraniem oszczędności na taką przygodę. Ale można! Samemu też, trzeba tylko chcieć.
A co z Kapsztadem?

3 tygodnie mojego czasu w RPA spędziłam w Felidae Centre który znajduje się środkowej części RPA, ale bardzo zależało mi również na zobaczeniu Kapsztadu, który był na moim bucket list od długiego czasu. Obawiałam się jednak, czy jest to dobry pomysł samemu – nie zamierzałam sama przemierzać ulic Kapsztadu czy wspinać się na Górę Stołową, więc zależało mi żeby robić to z innymi podróżnikami. Jako że sama przeglądając internet nie znalazłam miejsca, które mi by odpowiadało, zwróciłam się o pomoc do moich gospodarzy w Felidae Centre. Polecili mi oni wieloletnią organizację StayAfrica i podali kontakt do osoby na miejscu. Porozmawiałam z nimi na videocallu i zadałam wiele pytań aby być przekonaną, czy jest to odpowiednie miejsce. Na końcu otrzymałam link do zapłaty za pobyt w Kapsztadzie i voila.
Wolontariat w Kapsztadzie
Najprościej mówiąc StayAfrica oferuje zakwaterowanie ze śniadaniem za uczciwą opłatą w domu wolontariuszy – bezpiecznym miejscu z monitoringiem oraz Menadżerem organizacji zawsze na miejscu. Warunkiem jest udział w jednym z programów wolontaryjnych które oferują (jest to jednak luźna umowa – bez wolontariatu również jest opcja zatrzymania się w domu wolontariuszy) – może to być pomoc z opieką nad dziećmi w szkole, praca w schronisku czy klinice – w zależności od zainteresowań i edukacji. Wolontariat trwa zwykle od ok godz 8 do 13-14 i zawsze wybieramy się na niego wspólnie z innymi wolontariuszami przypisanymi do projektu (400m pieszo bądź Uber, nigdy komunikacja publiczna) – Wolontariusze, którzy przyjeżdżają do StayAfrica to w 90% podróżniczki solo z Europy, zwykle w przedziale wiekowym 18-30. Listę projektów znajdziecie tutaj.

Po wolontariacie i w weekendy spędzamy czas razem, zwykle dzieląc się na grupki w zależności od tego, co kto chce robić w wolnym czasie. Oczywiście można też zostać w pokoju, ale Kapsztad oferuje tak wiele, że każdy znajdzie coś dla siebie. Przykłady to jedyny w swoim rodzaju surfing w Muizenbergu, jedna z wielu tras w górach w okolicy, paralotnia, muzea, targi, nurkowanie z fokami, restauracje z niemal każdej kuchni świata, kolacje w stylu afrykańskim… można wymieniać niemal bez końca. Kapsztad zrobił na mnie ogromne wrażenie a ludzie których poznałam w StayAfrica byli po prostu niesamowici. Zupełnie nie spodziewałam się, że poznam takie fantastyczne osoby – w końcu nie wiedziałam, kto będzie tam mieszkał, w najgorszym wypadku stwierdziłam że zostanę w pokoju, jeśli nie poznam nikogo z kim chciałabym zwiedzać Kapsztad. Jednak nic takiego się nie stało – Kapsztad przeszedł moje najśmielsze oczekiwania i z wielką chęcią wróciłabym tam nawet na miesiąc – tak, żeby naprawdę poczuć jego klimat i skorzystać z okolicznych atrakcji.

Mam nadzieję, że udało mi się zachęcić kogoś do wyjątkowego kierunku jakim jest RPA 🙂 Jeśli macie jakieś pytania, zapraszam do zadawania ich w komentarzach lub użycia formularza kontaktowego.
H.